Ukraiński influencer, który nielegalnie wjechał sportowym samochodem na trasę prowadzącą do Morskiego Oka, opuścił już terytorium Polski i wrócił do swojego kraju. To jednak nie kończy sprawy, ponieważ polskie służby podejmują dalsze kroki prawne wobec mężczyzny.
Policja skierowała wniosek o nałożenie na niego pięcioletniego zakazu wjazdu do Polski. Jak wskazują przedstawiciele Straży Granicznej, ewentualna decyzja może objąć nie tylko Polskę, ale również wszystkie państwa należące do strefy Schengen. Oznaczałoby to faktyczne zamknięcie możliwości podróżowania po dużej części Europy.
Rzecznik Karpackiego Oddziału Straży Granicznej, mjr Bogumił Strojny, wyjaśnił, że w przypadku cudzoziemców naruszających przepisy możliwe jest wszczęcie procedury zobowiązującej do opuszczenia kraju lub ich przymusowe wydalenie. W tym przypadku decyzja administracyjna może zostać wydana bardzo szybko, choć miałaby głównie charakter formalny, ponieważ mężczyzna już opuścił Polskę.
Informacja o zakazie zostałaby odnotowana w systemach granicznych, co uniemożliwiłoby mu ponowny wjazd do Polski – podkreślił mjr Strojny.
Do sprawy odniósł się również minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński, zapowiadając konsekwencje wobec sprawcy zdarzenia. „Sprawca rajdu na Morskie Oko zostanie rozliczony. (…) Łamanie prawa zawsze spotka się z ostrą reakcją” – napisał w mediach społecznościowych.
Postępowanie w tej sprawie wciąż trwa. Policja zabezpiecza materiał dowodowy, w tym nagrania monitoringu, które mają pomóc w dokładnym odtworzeniu przebiegu zdarzeń. Równolegle działania prowadzi Tatrzański Park Narodowy, który przygotowuje dokumentację dotyczącą naruszenia przepisów ochrony przyrody.
Głos w sprawie zabrał także premier Donald Tusk, który podkreślił skalę społecznego oburzenia. „Rajd ukraińskiego kierowcy na drodze do Morskiego Oka budzi zrozumiałe oburzenie. Zwróciłem się do MSWiA o pilne ustalenie wszystkich szczegółów tego zdarzenia i wyciągnięcie surowych konsekwencji” – napisał.
Do incydentu doszło na terenie Tatrzańskiego Parku Narodowego, gdzie obowiązuje zakaz ruchu dla pojazdów prywatnych. Influencer przejechał ponad osiem kilometrów trasą przeznaczoną wyłącznie dla uprawnionych służb i transportu. Początkowo został ukarany mandatem w wysokości 100 zł oraz ośmioma punktami karnymi, mimo że obowiązujące przepisy przewidują znacznie wyższe sankcje, sięgające nawet 5 tys. zł.
Jak ustalono, kierowca wprowadził funkcjonariuszy w błąd, twierdząc, że jedynie przekroczył szlaban i natychmiast zawrócił. Policjanci przyjęli tę wersję wydarzeń, co wpłynęło na niższy wymiar kary. Obecnie szlaban blokujący wjazd na trasę jest zdemontowany ze względu na trwające prace remontowe.
Dyrektor Tatrzańskiego Parku Narodowego, Szymon Ziobrowski, zapowiedział dodatkowe sankcje za złamanie regulaminu obowiązującego na obszarze chronionym.
Źródło: visinfo24.pl za Polsat News
