Angielskie media w stonowany sposób reagują na awans reprezentacji Anglii do półfinału mistrzostw świata. Podkreślają przede wszystkim znaczenie autora dwóch bramek w ćwierćfinale z Norwegią, Jude’a Bellinghama, określając go bohaterem spotkania i zaznaczając, że zwycięstwo nie należało ani do łatwych, ani do widowiskowych.
Anglia po ośmiu latach ponownie znalazła się w najlepszej czwórce mundialu, jednak na drugi w historii tytuł czeka nieprzerwanie od 1966 roku. Zespół prowadzony przez Thomasa Tuchela pokonał w ćwierćfinale Norwegię 2:1 po dogrywce, a w półfinale zmierzy się z broniącą trofeum Argentyną.
Brytyjskie media są zgodne w ocenie sukcesu „Trzech Lwów”, nie skupiając się szczególnie na poziomie widowiska rozegranego w Miami.
„Było pięknie? Nie. Było przyjemnie? Nie do końca. Ale czy to w ogóle ma jakieś znaczenie? Ani trochę. Angielska drużyna po raz kolejny pokazała ducha walki i już osiągnęła wspaniały wynik w tym turnieju” – podsumowała ćwierćfinał gazeta „Daily Mail”.
Zdaniem „The Guardian” „Anglia musiała ostro walczyć do samego końca, momentami miała też trochę szczęścia, ale nie poddała się”. Dziennik zwrócił uwagę na szerokość kadry zespołu Tuchela, podkreślając, że zmiennicy Anglików wnieśli do gry więcej jakości niż rezerwowi Norwegii.
„Jest świętowanie, ale bez przesady, także dlatego, że wszyscy są kompletnie wyczerpani” – dodała gazeta.
Tabloid „The Sun” również wskazał na Jude’a Bellinghama jako głównego bohatera, przypominając, że – podobnie jak w poprzedniej rundzie z Meksykiem – zdobył dwa gole.
„Bellingham wprowadził Anglię do półfinału mistrzostw świata dwoma wspaniałymi golami” – oceniono. Jak podkreślono, dzięki takim zawodnikom jak pomocnik Realu Madryt „gdy myślisz, że to już koniec, droga do chwały trwa dalej”.
Jeszcze bardziej obrazowo wyczyn Anglika opisało BBC.
„Przeprowadził Anglię przez wysokie szczyty Meksyku, a następnie przez palący upał i wilgotność Miami, co coraz bardziej wygląda, jak osobista misja, by zakończyć 60-letnie oczekiwanie na zdobycie mistrzostwa świata. Mundial może czasem stać się przeznaczeniem jednego gracza, którego charakteryzuje niepowstrzymany pęd ku największej nagrodzie w sporcie” – napisano na stronie stacji.
Przywołano także przykłady piłkarzy, którzy niemal samodzielnie prowadzili swoje drużyny do triumfu w mundialu, wspominając Diego Maradonę z 1986 roku, Ronaldo z 2002 roku oraz Lionela Messiego, który cztery lata temu w Katarze sięgnął po swoje najważniejsze trofeum.
Zwrócono uwagę, że Bellingham jest pierwszym od czasów Maradony zawodnikiem, który zdobył co najmniej dwa gole w dwóch kolejnych meczach fazy pucharowej mistrzostw świata. Argentyńczyk dokonał tego w 1986 roku – w ćwierćfinale, ze słynną „ręką Boga” przeciw… Anglii, oraz w półfinale tamtego turnieju.
23-letni Anglik jest także najmłodszym piłkarzem z takim osiągnięciem od czasu 17-letniego Pelego w 1958 roku, kiedy Brazylijczyk zdobył trzy bramki w półfinale i dołożył dwa trafienia w finale, zapewniając swojej drużynie tytuł.
Również „The Times” w niedzielnym wydaniu wyróżnił Bellinghama, określając jego występ jako „genialny” i porównując jego wpływ na grę reprezentacji do roli, jaką podczas triumfu w 1966 roku odegrał Bobby Charlton.
Źródło: Visinfo24 za TVP Sport
