W razie nagłego zagrożenia militarnego tylko część polskich sił lądowych byłaby gotowa do natychmiastowego działania – wynika z analiz opublikowanych przez portal radar.rp.pl. Z sześciu funkcjonujących dywizji jedynie dwie mogłyby wejść do walki w bardzo krótkim czasie.
Chodzi o 16. oraz 18. Dywizję Zmechanizowaną, które określane są jako jednostki pierwszorzutowe. To właśnie one, zgodnie z przyjętą klasyfikacją, mają zdolność do podjęcia działań bojowych w ciągu kilkunastu godzin lub kilku dni. Jak jednak zaznaczono, także te formacje nie zakończyły jeszcze pełnego procesu rozbudowy wszystkich swoich struktur.
Kolejne dwie dywizje – 11. i 12. – są już wprawdzie od dawna obecne w strukturach wojska, jednak funkcjonują w starszym modelu organizacyjnym. Część ich pododdziałów wymaga uzupełnienia stanów osobowych, co oznacza, że osiągnięcie pełnej gotowości bojowej mogłoby zająć od kilkunastu dni do nawet miesiąca.
Na jeszcze wcześniejszym etapie znajdują się dwie nowe jednostki – 1. Dywizja Piechoty Legionów oraz 8. Dywizja Piechoty Armii Krajowej. Obie są w trakcie formowania, co znacząco ogranicza ich obecne możliwości operacyjne.
Jak przypomniano, podobne rozróżnienie między jednostkami pierwszego i drugiego rzutu przedstawiał wcześniej szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego gen. Wiesław Kukuła. Zgodnie z jego wypowiedziami, jednostki pierwszorzutowe powinny być zdolne do szybkiego wejścia do działań, podczas gdy pozostałe wymagają więcej czasu na mobilizację.
Autorzy analizy zaznaczają jednak, że nie wszystkie klasyfikacje mają oficjalne potwierdzenie w dokumentach Ministerstwa Obrony Narodowej. Część wniosków opiera się na interpretacji dostępnych danych oraz wypowiedzi przedstawicieli wojska.
Publikacja zwraca uwagę na wyzwania związane z tempem budowy zdolności obronnych i gotowością operacyjną armii w kontekście potencjalnych zagrożeń.
