Afera związana z wysokimi wynagrodzeniami lekarzy w szpitalu w Mogilnie wywołała ostrą wymianę zdań między politykami. Po ujawnieniu szczegółów sprawy przedstawiciele różnych ugrupowań zaczęli wzajemnie obarczać się odpowiedzialnością za sytuację w placówce.
Według ustaleń medialnych, jedna ze spółek neurochirurgicznych miała rozliczać się ze szpitalami według stawek sięgających nawet 26 tysięcy złotych za godzinę pracy. W niektórych przypadkach dzienne wynagrodzenia lekarzy mogły przekraczać kilkaset tysięcy złotych.
Do sprawy odniósł się szef MSWiA Marcin Kierwiński, który wskazał, że jeden z lekarzy związanych z kontraktami zajmował wcześniej wysokie stanowiska w instytucjach państwowych w okresie rządów Zjednoczonej Prawicy. Jak zasugerował, umowy miały zostać zawarte pod koniec tamtej kadencji.
Na te zarzuty odpowiedział były wiceminister zdrowia Janusz Cieszyński. Podkreślił, że za funkcjonowanie szpitala odpowiada samorząd, a konkretnie starosta mogileński związany z Nową Lewicą. Jego zdaniem to właśnie lokalne władze ponoszą odpowiedzialność za zawierane kontrakty.
Z ustaleń dziennikarskich wynika, że współpraca z firmą neurochirurgiczną obejmowała wykonywanie licznych zabiegów, za które lekarze otrzymywali znaczną część środków przekazywanych przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Pojawiły się jednak wątpliwości dotyczące dokumentacji – według kontrolerów część procedur mogła być zawyżana lub niezgodna z rzeczywistym przebiegiem leczenia.
NFZ zakończył kontrolę w placówce i nałożył karę finansową przekraczającą 2,6 mln zł. Szpital ma obecnie problemy z płynnością finansową, co może wpłynąć na wypłatę wynagrodzeń dla personelu.
Podobne mechanizmy działania tej samej spółki miały występować także w innych placówkach, m.in. w województwie pomorskim. Sprawami zajmują się odpowiednie instytucje, w tym organy ścigania, które analizują możliwość nadużyć finansowych i wyłudzeń środków publicznych.
Afera z Mogilna wpisuje się w szerszą debatę o transparentności finansów w ochronie zdrowia oraz nadzorze nad wydatkowaniem środków publicznych. Jednocześnie stała się kolejnym punktem zapalnym w bieżącej rywalizacji politycznej.
