Rzeczniczka rosyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych Marija Zacharowa skrytykowała politykę Polski wobec Ukrainy, twierdząc, że Moskwa wcześniej ostrzegała Warszawę przed konsekwencjami takiego zaangażowania. Jej zdaniem polskie władze miały zignorować te sygnały i obecnie ponoszą skutki swoich decyzji.
W wypowiedzi dla rosyjskich mediów Zacharowa przekonywała, że Polska była świadoma charakteru wsparcia udzielanego Ukrainie. Sugerowała również, że Warszawa liczyła na realizację własnych interesów poprzez współpracę z Kijowem, jednak rozwój sytuacji nie przebiegł zgodnie z tymi założeniami.
Przedstawicielka rosyjskiej dyplomacji oceniła także, że dostawy uzbrojenia i technologii ze strony państw zachodnich przyczyniły się do wzmocnienia pozycji Ukrainy. Według niej Kijów dysponuje obecnie narzędziami, które pozwalają wywierać presję na swoich partnerów.
Do kwestii bezpieczeństwa odniósł się również minister spraw zagranicznych Polski Radosław Sikorski. W wywiadzie dla CNN zaznaczył, że Rosja nie posiada obecnie zdolności do bezpośredniego ataku na państwa NATO, jednak możliwe są inne formy działań destabilizacyjnych.
Szef polskiej dyplomacji wskazał na ryzyko prowokacji, w tym operacji pod fałszywą flagą, które mogłyby posłużyć jako pretekst do eskalacji napięć. Podkreślił, że podobne scenariusze były rozważane już przed rozpoczęciem pełnoskalowej inwazji na Ukrainę w 2022 roku.
Sikorski zaznaczył jednocześnie, że Polska pozostaje przekonana o skuteczności gwarancji bezpieczeństwa NATO oraz wsparcia ze strony Stanów Zjednoczonych. W jego ocenie Sojusz jest obecnie silniejszy niż przed wybuchem wojny, m.in. dzięki rozszerzeniu o nowe państwa i zwiększeniu wydatków obronnych.
Wypowiedzi obu stron pokazują utrzymujące się napięcia w relacjach między Rosją a państwami wspierającymi Ukrainę oraz różnice w ocenie skutków trwającego konfliktu.
