Ogromne emocje towarzyszyły finałowi Ligi Mistrzów. Po 120 minutach zaciętej rywalizacji o końcowym rozstrzygnięciu przesądziły rzuty karne. W nich PSG okazało się lepsze od Arsenalu (1:1, k. 4:3), dzięki czemu obroniło tytuł wywalczony rok wcześniej. Drużyna z Paryża jako pierwsza od czasów Realu Madryt z lat 2016–2018 zdołała powtórzyć triumf w Lidze Mistrzów.
Dla Arsenalu finał rozegrany w Budapeszcie miał szczególne znaczenie. Kanonierzy po raz drugi w historii stanęli przed szansą zdobycia najcenniejszego klubowego trofeum w Europie. Do decydującego meczu dotarli w imponującym stylu – fazę ligową zakończyli z kompletem ośmiu zwycięstw, a w rundach pucharowych również pozostali niepokonani. W całych rozgrywkach stracili tylko sześć bramek.
Po drugiej stronie stanęli jednak obrońcy tytułu. Paris Saint-Germain, zwycięzca poprzedniej edycji, miał okazję powtórzyć sukces i zapisać się w historii jako pierwszy klub od czasów Realu Madryt, który obronił Puchar Europy.
Finał – zgodnie z tradycją ostatnich lat – poprzedziła efektowna ceremonia otwarcia z udziałem gwiazdy muzycznej. W Budapeszcie publiczność rozgrzał zespół „The Killers”. Po raz pierwszy w historii mecz finałowy rozpoczął się o godzinie 18.
W drodze do tegorocznego finału PSG wyeliminowało trzy zespoły z Anglii. W 1/8 finału pokonało Chelsea, w ćwierćfinale Liverpool, a w finale ograło Arsenal. To również kontynuacja ich świetnej passy w starciach z klubami z Wysp.
– Może dzisiaj obie drużyny zasłużyły na zwycięstwo, ale biorąc pod uwagę sposób, w jaki graliśmy przez cały sezon, myślę, że zasłużyliśmy na triumf w Lidze Mistrzów. Jesteśmy bardzo zadowoleni i postaramy się wygrać również w przyszłym sezonie – czemu nie? – powiedział trener PSG.
Źródło: Visinfo24 za TVP Sport
