ransfer Roberta Lewandowskiego do Chicago Fire wywołał nie tylko ogromne zainteresowanie kibiców, ale również znaczące podwyżki cen biletów. Wejściówki, które wcześniej kosztowały kilkadziesiąt dolarów, dziś osiągają nawet kilkukrotnie wyższe ceny. W niektórych przypadkach podwyżki sięgają nawet 400 procent.
Zmiany te spotkały się z falą krytyki ze strony fanów, którzy otwarcie wyrażają niezadowolenie z rosnących kosztów. Zdaniem byłego rzecznika Polskiego Związku Piłki Nożnej Zbigniewa Koźmińskiego, taka reakcja jest zrozumiała, ale nie do końca uzasadniona. Jak podkreśla, sprowadzenie zawodnika tej klasy wiąże się z ogromnymi wydatkami, które klub musi w jakiś sposób zrekompensować.
Ekspert zwraca uwagę, że oceniając ceny biletów w Stanach Zjednoczonych, nie można odnosić ich bezpośrednio do realiów finansowych w Polsce. Według niego dla amerykańskich kibiców wyższe kwoty mogą być mniej odczuwalne niż dla europejskich fanów. Jednocześnie przyznaje, że wielu sympatyków piłki nożnej chciałoby oglądać największe gwiazdy przy możliwie niskich kosztach, co w praktyce jest nierealne.
Koźmiński podkreśla również, że współczesny futbol to przede wszystkim biznes, w którym emocje schodzą na dalszy plan. W jego opinii wzrost cen biletów to dopiero początek, a kolejne wydatki związane z merchandisingiem – na przykład sprzedażą koszulek – również ostatecznie obciążą kibiców.
Otwartą kwestią pozostaje jednak to, czy wyższe ceny przełożą się na adekwatne sportowe widowisko. Zdaniem Koźmińskiego nie jest to wcale oczywiste. Ekspert wyraża sceptycyzm co do tego, czy Lewandowski w obecnym etapie kariery będzie w stanie dostarczyć kibicom wartości odpowiadającej rosnącym oczekiwaniom.
Jak argumentuje, naturalne ograniczenia wynikające z wieku zawodnika są coraz bardziej widoczne, co pokazały ostatnie występy reprezentacyjne. W jego ocenie rola, w której napastnik mógłby być najbardziej efektywny, to wejścia z ławki i krótsze epizody na boisku.
Koźmiński zauważa także, że najlepszy okres w karierze Lewandowskiego przypadł na grę w Niemczech, gdzie system drużynowy idealnie eksponował jego atuty. Jego zdaniem w Barcelonie nie zawsze udawało się to w takim stopniu, a w Chicago może być jeszcze trudniej, ze względu na brak odpowiedniego zaplecza jakościowego w zespole.
Ekspert porównuje sytuację Polaka do występów Lionela Messiego w amerykańskiej lidze, podkreślając jednak, że są to zawodnicy z zupełnie różnych kategorii. Według niego Argentyńczyk wciąż potrafi robić różnicę na boisku, podczas gdy Lewandowski nie jest już piłkarzem o tak dużym wpływie na przebieg gry.
W jego ocenie istnieje ryzyko, że za rosnącymi cenami biletów nie pójdą proporcjonalne korzyści sportowe, co w dłuższej perspektywie może rozczarować zarówno klub, jak i kibiców.
