Szef Biura Polityki Międzynarodowej Prezydenta RP, Marcin Przydacz, w programie „Graffiti” odniósł się do kontrowersji wokół wizyty prezydenta Karola Nawrockiego na Węgrzech. Jak podkreślił, wbrew sugestiom części rządowych polityków, wyjazd ten nie miał charakteru politycznego wsparcia dla Viktora Orbána ani jego partii Fidesz.
– Prezydent Nawrocki słowem nie zająknął się o temacie wyborczym – zaznaczył Przydacz, dodając, że to raczej obecny rząd, a nie głowa państwa, otwarcie wskazuje swoje sympatie polityczne. – Rząd jest obrażony na Viktora Orbána, jasno pokazuje swoje preferencje, bo wspiera konkurenta.
Według prezydenckiego ministra, zarzuty wobec prezydenta mają charakter czysto polityczny i służą przykryciu innych, bardziej kłopotliwych tematów. – Sama wizyta i zachowanie prezydenta wobec jednego z dziennikarzy to kwestie zastępcze. Rząd potrzebuje dziś tematów, które odwrócą uwagę od realnych problemów, takich jak rosnące ceny paliw – stwierdził Przydacz.
Tusk, Orban i polityka zagraniczna
Marcin Przydacz nie szczędził również słów krytyki wobec Donalda Tuska. W jego ocenie premier „bardzo mocno zaingerował w wybory na Węgrzech, wskazując jednego, konkretnego kandydata”.
– A jeśli ten kandydat przegra? Jak wtedy rząd będzie chciał układać relacje z nowymi władzami? – pytał retorycznie Przydacz.
Jego zdaniem to Tusk i minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski znaleźli się w politycznym impasie, ponieważ – jak ocenił – zbyt jednoznacznie opowiadają się po jednej stronie międzynarodowych sporów. – Tak samo było ze Stanami Zjednoczonymi. Tak bardzo krytykowali Trumpa i chwalili obóz demokratyczny, że dziś nie mają realnego kontaktu z Białym Domem – powiedział.
Dyplomacja zamiast konfliktu
Odnosząc się do samej wizyty prezydenta Karola Nawrockiego, Przydacz przekonywał, że nie stoi ona w sprzeczności z wcześniejszym listopadowym odwołaniem podróży. Według niego sytuacja na Węgrzech zmieniła się od tamtego czasu – premier Orban miał wyciągnąć wnioski z jesiennej krytyki i unika obecnie działań, które mogłyby pogłębiać napięcia w relacjach z sojusznikami, w tym z Polską.
– Kontekst pozostał, brak akceptacji pozostał, natomiast to była ważna wizyta – dodał Przydacz, przypominając, że Węgry były jedynym krajem Grupy Wyszehradzkiej, którego wcześniej nie odwiedził polski prezydent.
Polityk podkreślił, że utrzymywanie relacji z Budapesztem jest nadal istotne, mimo różnic w podejściu do kwestii Rosji. – W sprawach rosyjskich stoimy twardo i jasno, ale w innych obszarach trzeba szukać pola do współpracy – zaznaczył szef Biura Polityki Międzynarodowej Prezydenta RP.
Źródło: visinfo.pl za Polsat News
