Prezydent Karol Nawrocki, wspierany przez prezesa NBP Adama Glapińskiego, przedstawił koncepcję „Polskiego SAFE 0 proc.” jako krajowej alternatywy dla unijnego programu SAFE, deklarując, że Polskę stać na samodzielne sfinansowanie zbrojeń bez sięgania po pożyczki z Brukseli i bez naliczania odsetek. Jednocześnie Pałac Prezydencki broni pomysłu przed zarzutami niekonstytucyjności i łamania prawa, przekonując, że opiera się on na zyskach z rezerw NBP, a nie na bezpośrednim finansowaniu deficytu przez bank centralny.
Polski SAFE 0 proc. – główne założenia
Nawrocki ogłosił, że celem spotkania z prezesem NBP było „znalezienie korzystnej, suwerennej, bezpiecznej, dobrej i efektywnej alternatywy” dla unijnego programu SAFE. Zapowiedział, że „Polski SAFE 0 proc.” ma być „konkretną, polską, bezpieczną i suwerenną alternatywą”, która nie wiąże się z żadnymi odsetkami finansowymi, stąd nazwa „SAFE 0 proc.”.
Według prezydenta, program miałby zostać zbudowany na bazie możliwości Narodowego Banku Polskiego, który – jak wskazał – dzięki inwestycjom w rezerwy walutowe i złoto zgromadził zasoby pozwalające na uruchomienie dodatkowych mechanizmów finansowania obronności bez zaciągania unijnych pożyczek. Prezydent akcentował, że w ramach współpracy między nim, prezesem NBP i rządem „Polskę stać na to, aby wprowadzić polski SAFE 0 proc.”.
Współpraca z rządem i brak decyzji ws. ustawy
Nawrocki unika na razie jednoznacznej deklaracji, czy podpisze ustawę wdrażającą unijny program SAFE, przyjętą przez parlament 27 lutego. Podkreślił, że ma jeszcze niespełna trzy tygodnie na podjęcie decyzji i zapewnił, że „zgodnie z obowiązkami” zmieści się w konstytucyjnym terminie.
Jednocześnie zapowiedział wysłanie pisma do premiera Donalda Tuska oraz wicepremiera i szefa MON Władysława Kosiniaka-Kamysza z zaproszeniem na spotkanie poświęcone „Polskiemu SAFE 0 proc.”, argumentując, że do realizacji projektu potrzebna jest zgoda prezydenta, inicjatywa prezesa NBP oraz zaangażowanie rządu. Prezes NBP Adam Glapiński wtórował głowie państwa, wskazując, że do unowocześnienia armii w oparciu o alternatywę wobec SAFE konieczna jest „dobra współpraca z rządem, w szczególności z Ministerstwem Finansów”, oraz prace „ponad podziałami politycznymi”.
Argumenty pałacu prezydenckiego: rezerwy NBP zamiast długu
Rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz w programie „Graffiti” przekonywał, że SAFE 0 proc. jest odpowiedzią na presję rządu na podpisanie ustawy o unijnym SAFE i ma być propozycją skierowaną do gabinetu Donalda Tuska. Jak tłumaczył, rozwiązanie miałoby polegać na wykorzystaniu środków, którymi dysponuje NBP, w tym rezerw walutowych i złota, a nie na bezpośrednim pokrywaniu deficytu budżetowego przez bank centralny.
Leśkiewicz podkreślał, że NBP w ostatnich latach prowadził „aktywną i przemyślaną” politykę inwestycyjną, dzięki której Polska ma „prawie bilion złotych rezerw”, obejmujących m.in. około 550 ton złota oraz aktywa w dolarach, euro i innych walutach. Według rzecznika, same operacje inwestycyjne na rezerwach w ciągu ostatnich 30 miesięcy przyniosły bankowi centralnemu przychód ponad 180 mld zł, a to właśnie zysk wypracowany przez te rezerwy miałby być fundamentem „SAFE 0 proc.”, służąc finansowaniu zakupów dla wojska, policji i innych służb.
Spór o prawo i koszty zadłużenia
Krytycy rządzącej koalicji zarzucili projektowi prezydenta i NBP ryzyko naruszenia konstytucyjnego zakazu finansowania deficytu przez bank centralny, powołując się m.in. na art. 226. Leśkiewicz odpierał te oskarżenia, twierdząc, że „to nie jest łamanie prawa, dlatego, że mówimy o wypracowanym zysku”, a nie o bezpośrednim kredytowaniu państwa przez NBP.
Rzecznik zapowiedział, że pełne wdrożenie koncepcji wymagałoby zmian prawnych, o których Pałac Prezydencki chce rozmawiać z rządem, i które – w razie braku inicjatywy gabinetu – prezydent jest gotowy przedstawić w formie własnego projektu ustawy. Jednocześnie ostrzegał przed konsekwencjami przyjęcia unijnego SAFE w dotychczasowym kształcie, wskazując, że środki z programu zostaną wydane do 2030 r., ale spłata pożyczki potrwa do 2070 r., co – według wyliczeń przywołanych przez rzecznika – oznaczałoby obciążenie każdego Polaka, także przyszłych pokoleń, długiem przekraczającym 40 tys. zł.
Bezpieczeństwo i suwerenność w centrum sporu
Prezydent Nawrocki utrzymuje, że jego propozycja jest „lepsza dla Polskich Sił Zbrojnych niż SAFE europejski”, argumentując, że bezpieczeństwo narodowe zgodnie z art. 4 Traktatu o UE pozostaje kompetencją państw członkowskich, a nie samej Unii. Wskazuje przy tym, że polskie zakupy zbrojeniowe już dziś opierają się nie tylko na europejskich dostawcach, a skuteczność sprzętu amerykańskiego potwierdzają współczesne konflikty, w tym napięcia na Bliskim Wschodzie.
Zarówno prezydent, jak i jego rzecznik budują narrację, w której kluczowe stają się takie pojęcia, jak odpowiedzialność za finanse publiczne, ochrona portfeli Polaków oraz obrona suwerenności decyzyjnej w sprawach obronności. W praktyce spór o SAFE i „SAFE 0 proc.” staje się jednym z głównych pól politycznej rozgrywki między Pałacem Prezydenckim a rządem Donalda Tuska – z jednej strony o kształt finansowania modernizacji armii, z drugiej o to, kto wyznacza granice polskiej polityki europejskiej.
Źródło: visinfo24.pl
