W Wyższej Szkole Kształcenia Zawodowego we Wrocławiu studia podyplomowe można zrealizować praktycznie bez realnego udziału w zajęciach – całość odbywa się online, a zaliczenie semestru sprowadza się do krótkich testów, które da się powtarzać aż do skutku. Zewnętrzna kontrola resortu nauki wykazała poważne nieprawidłowości, ale uczelnia nadal funkcjonuje.
Jak opisano, dziennikarz zapisany na kierunek „zarządzanie kapitałem ludzkim” załatwił formalności w kilka minut: opłacił czesne 430 zł i opłatę wpisową 499 zł, po czym otrzymał dostęp do panelu studenta.
Materiały dydaktyczne – wykłady i prezentacje – nie wymagały faktycznego przejrzenia: wystarczyło „odhaczyć” je w systemie i od razu przejść do testów cząstkowych.
Do każdego testu można było podchodzić wielokrotnie, aż do uzyskania progu zaliczenia.
Przy pytaniach, których nie znał (np. metoda delficka, planowanie agregacyjne), student wybierał odpowiedzi na wyczucie; wymagane było 7 poprawnych odpowiedzi na 10.
Po kilku próbach zdał kolejne testy, a test końcowy okazał się jeszcze łatwiejszy, bo bazował na wcześniej zaliczonych pytaniach.
Po niespełna godzinie system pogratulował mu zaliczenia połowy studiów podyplomowych – mimo że nie dostarczył jeszcze dyplomu ukończenia studiów licencjackich.
Uczelnia, właściciele, siedziba
Szkoła powstała w 2001 r. jako Wyższa Szkoła Gospodarcza w Przemyślu, a pięć lat temu przeniosła się do Wrocławia, do apartamentowca Thespian przy ul. Powstańców Śląskich, gdzie wynajmuje kilka pomieszczeń.
Rektorem jest dr Henryk Fedewicz, prawnik i specjalista od przestępczości gospodarczej, absolwent dawnej Akademii Spraw Wewnętrznych z czasów PRL.
Podmiot prowadzący uczelnię – spółka Kamena – należy do Adriana Mikołajczaka i Maksyma Grabarczyka.
Cała trójka (rektor i wspólnicy) powiązana jest siecią kilkunastu spółek, z których wiele zarejestrowano pod tym samym adresem co uczelnię.
Wyniki kontroli ministerstwa
Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego przeprowadziło kontrolę, której raport określono jako druzgocący dla WSKZ.
Stwierdzono m.in., że:
* uczelnia oferowała kierunki, do których prowadzenia nie miała uprawnień,
* kandydaci byli wprowadzani w błąd niepełną lub mylącą ofertą edukacyjną,
* brakowało dowodów, że zajęcia stacjonarne faktycznie się odbywały – harmonogramy zjazdów nie pokrywały się z fakturami za wynajem sal,
* dokumentacja przebiegu studiów była niekompletna lub pełna sprzeczności.
Najwięcej zastrzeżeń dotyczyło właśnie studiów podyplomowych – tam skala luzu organizacyjnego i fasadowego charakteru zajęć okazała się największa. Mimo takiej oceny uczelnia wciąż prowadzi działalność, a jej model „studiów online” pozostaje praktycznie niezmieniony.
Źródło: visinfo24.pl za Polsat News
