Trump rozpoczął wystąpienie przed połączonymi izbami Kongresu, ogłaszając, że po zaledwie roku jego rządów Stany Zjednoczone przeszły „transformację, jakiej nikt wcześniej nie widział”, a „przełom na wieki” ma uniemożliwić powrót do niedawnej przeszłości. Nawiązał przy tym do swojej mowy inauguracyjnej, gdy zapowiadał nadejście „złotego wieku” Ameryki, twierdząc, że ten czas już nadszedł.
Znaczną część przemówienia poświęcił gospodarce, mimo że sam zmaga się ze spadkiem notowań i frustracją wyborców z powodu wysokich kosztów życia. Podkreślał „znakomitą” kondycję ekonomiczną kraju, wielokrotnie – w typowy dla siebie sposób – wyolbrzymiając statystyki.
Gospodarka, inflacja i atak na Demokratów
Trump przekonywał, że inflacja „pikuje”, choć dane nie potwierdzają tak ostrego spadku, przyznając jednocześnie, że ceny benzyny są niższe niż za jego poprzednika. Powtórzył też tezę, że za jego rządów zagraniczne firmy zadeklarowały inwestycje o wartości 18 bln dolarów, choć w tej kwocie mieszczą się również projekty zapowiedziane jeszcze przed jego kadencją.
Prezydent ostro zaatakował Demokratów, obarczając ich winą za rosnące koszty życia. – „Wy spowodowaliście ten problem” – rzucił w kierunku opozycji, rozwijając narrację, że to ich polityka doprowadziła do kryzysu odczuwanego w portfelach zwykłych Amerykanów.
Imigracja, bezpieczeństwo i spór o wybory
Znaczną część orędzia zajęła kwestia migracji, którą Trump przedstawił jako źródło korupcji, przestępczości i dodatkowych obciążeń finansowych dla obywateli USA. Oskarżał imigrantów o przywożenie „przekupstwa, korupcji i bezprawia”, twierdząc, że są współodpowiedzialni za wzrost kosztów życia.
Wezwał obecnych na sali, by wstali, jeśli uważają, że państwo najpierw powinno dbać o obywateli USA, a nie o osoby przebywające w kraju nielegalnie. Gdy Demokraci pozostali na miejscach, Trump stwierdził, że „powinni się wstydzić”. Ponownie zarzucił też opozycji fałszowanie wyborów, tłumacząc ich sprzeciw wobec obowiązkowego okazywania dokumentów tożsamości przy urnach chęcią podważania uczciwości głosowania.
Trump chwalił się również radykalnym ograniczeniem imigracji i najniższym od stu lat poziomem przestępczości, zapowiadając przy tym obniżkę kosztów opieki zdrowotnej. Ogłosił także porozumienie z firmami technologicznymi, zgodnie z którym mają one kompensować wzrost cen energii w miejscach budowy centrów danych na potrzeby rozwoju sztucznej inteligencji.
Iran, Wenezuela i „przywracanie dominacji”
W części poświęconej polityce zagranicznej Trump skupił się przede wszystkim na Iranie oraz ambicji „przywracania amerykańskiej dominacji” na zachodniej półkuli, w tym na operacji przeciwko Nicolasowi Maduro w Wenezueli. O Chinach i Azji nie wspomniał w ogóle, a o wojnie w Ukrainie mówił jedynie zdawkowo, określając ją swoją „dziewiątą wojną”, którą chce zakończyć.
Wobec Iranu prezydent przyjął ton ostrzeżenia, deklarując, że preferuje rozwiązanie dyplomatyczne, ale nie dopuści, by Teheran wszedł w posiadanie broni jądrowej. Podkreślał, że mimo nacisków ze strony USA Iran nadal rozwija swój arsenał, w tym rakiety balistyczne mogące zagrozić Europie, amerykańskim bazom i wkrótce – jak twierdził – także terytorium Stanów Zjednoczonych. – „Nigdy nie pozwolę głównemu światowemu sponsorowi terroru na posiadanie broni jądrowej” – zadeklarował Trump.
Prezydent przypomniał też, że sojusznicy z NATO zobowiązali się przeznaczać 5 proc. PKB na obronność, a USA sprzedaje im broń pierwotnie przeznaczoną dla Ukrainy. W kontekście Wenezueli mówił o tym kraju jako o „nowym przyjacielu i partnerze” USA, odnosząc się do operacji, w której ranny został pilot śmigłowca Erik Slover – obecny na galerii i uhonorowany Medalem Honoru. Takie samo odznaczenie przyznał także 100-letniemu weteranowi II wojny światowej, pilotowi Royce’owi Williamsowi.
Spór z Sądem Najwyższym i cła
Istotnym fragmentem wystąpienia było odniesienie do wyroku Sądu Najwyższego, który unieważnił część ceł wprowadzonych przez administrację Trumpa. Prezydent nazwał tę decyzję „godną pożałowania” i „rozczarowującą”, patrząc w kierunku zasiadających na sali sędziów.
Jednocześnie podkreślał, że „prawie wszystkie kraje i korporacje” chcą utrzymać zawarte już umowy handlowe. Wbrew opinii wielu ekonomistów sugerował, że wpływy z ceł mogłyby zastąpić podatek dochodowy, prezentując to jako potencjalny filar przyszłego systemu finansów publicznych USA.
Najdłuższe orędzie w historii, goście i protest
Tegoroczne orędzie trwało 1 godzinę i 48 minut, co czyni je najdłuższym wystąpieniem tego typu w historii Stanów Zjednoczonych. Trump pobił tym samym swój własny rekord sprzed roku, gdy przemawiał przez 1 godzinę i 39 minut.
Zgodnie z tradycją prezydent zaprosił na galerię gości, do których odnosił się w trakcie przemówienia. Wśród nich znaleźli się m.in. mistrzowie olimpijscy w hokeju na lodzie, rodziny młodych kobiet zamordowanych przez nielegalnych imigrantów oraz rodzice ukraińskiej uchodźczyni Iryny Zaruckiej, zabitej w metrze w Charlotte. Hokeiści posłużyli Trumpowi jako symboliczny dowód na to, że „Ameryka wygrywa aż za dużo”.
– Nasz kraj znów wygrywa. Właściwie, wygrywamy tak wiele, że ludzie proszą mnie: proszę, panie prezydencie, wygrywamy za dużo. Nie możemy tego dłużej znieść – żartował Trump. Zapowiedział także, że bohater olimpijskiego finału, bramkarz Connor Hellebuyck, otrzyma najwyższe cywilne odznaczenie państwowe – Prezydencki Medal Wolności.
Własnych gości na orędzie zaprosili też Demokraci, w tym m.in. ofiary Jeffreya Epsteina i ich rodziny. Kilkudziesięciu polityków opozycji z obu izb zbojkotowało jednak przemówienie, część z nich opuściła salę tuż po jego rozpoczęciu.
Jak co roku, na sali zabrakło jednego członka gabinetu, który pełnił rolę tzw. „designated survivor” – osoby wyznaczonej do utrzymania ciągłości władzy w razie katastrofy. Po raz drugi z rzędu funkcję tę powierzono ministrowi ds. weteranów, Dougowi Collinsowi, przebywającemu w nieujawnionej lokalizacji.
Historyczny kontekst orędzia
Konstytucja USA zobowiązuje prezydenta do corocznego przekazywania Kongresowi informacji o stanie państwa, ale tradycja osobistego wygłaszania przemówienia w Kapitolu sięga dopiero 1913 roku, kiedy wprowadził ją Woodrow Wilson. Wcześniej prezydenci najczęściej przesyłali Kongresowi pisemne raporty. W tym roku Trump wykorzystał tę scenę, by jednocześnie świętować sukcesy, zaostrzyć podziały i wysłać światu sygnał, że Ameryka – w jego narracji – „znów wygrywa”.
PRZECZYTAJ: Donald Trump o wpływie ważnego generała na decyzje w sprawie Iranu
PRZECZYTAJ: Iran szykuje się na starcie z USA
Źródło: visinfo24.pl
