Prawnik Geoffrey Robertson, były prezes Specjalnego Trybunału ONZ ds. Sierra Leone, uznał, że Stany Zjednoczone naruszyły podstawowe zasady prawa międzynarodowego.
– USA naruszyły Kartę Narodów Zjednoczonych. (…) Dopuściły się agresji, którą trybunał w Norymberdze określił jako zbrodnię najwyższą, najgorszą ze wszystkich – stwierdził.
Jak wyjaśnił Robertson, amerykański atak był sprzeczny z artykułem 2 Karty Narodów Zjednoczonych, który nakazuje rozwiązywanie międzynarodowych sporów w sposób pokojowy i poszanowanie suwerenności innych krajów.
Brak podstaw prawnych do ataku
Profesor Susan Breau, ekspertka w dziedzinie prawa międzynarodowego, podkreśliła, że zgodnie z obowiązującymi zasadami, interwencja zbrojna mogłaby być legalna jedynie, jeśli odbyłaby się na mocy rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ lub w ramach samoobrony.
– Nie ma dowodów na żadną z tych ewentualności – zaznaczyła.
Robertson przypomniał przy tym, że „nikt (ze strony amerykańskiej – red.) nie sugerował, by armia Wenezueli zamierzała zaatakować Stany Zjednoczone”. Według Breau, USA mogły próbować powołać się na argument walki z „organizacją narkoterrorystyczną” w Wenezueli, którą – jak twierdził Donald Trump – miał kierować prezydent Nicolas Maduro. Jednak, jak zauważyła ekspertka, aby taka argumentacja była uzasadniona, Waszyngton musiałby wykazać, iż działalność przemytników narkotyków zagrażała amerykańskiej suwerenności.
Dodała też, że „wielu ekspertów prawa międzynarodowego badało tę sprawę i (doszło do wniosku, że – PAP) nie ma nawet jednoznacznych dowodów na to, że ci przemytnicy byli z Wenezueli, nie mówiąc już o tym, że Maduro nimi w jakikolwiek sposób kierował”.
Konsekwencje dla ONZ i globalnego porządku
Dziennik „Guardian” przypomniał, że Rada Bezpieczeństwa ONZ ma uprawnienia do nakładania różnego rodzaju sankcji – od ograniczeń handlowych, przez embargo na broń, po zakazy podróży – w celu utrzymania pokoju na świecie. Jednak jako stały członek RB z prawem weta, USA praktycznie nie podlegają żadnym skutecznym działaniom ze strony ONZ. Rozmówcy gazety ostrzegają, że brak konsekwencji wobec Waszyngtonu może stać się niebezpiecznym precedensem. Według Robertsona, „najbardziej oczywistym skutkiem byłoby wykorzystanie przez Chiny okazji do inwazji na Tajwan”.
Elvira Dominguez-Redondo, profesor prawa międzynarodowego z Uniwersytetu w Kingston, zaznaczyła, że odpowiedź ONZ – lub jej brak – może jeszcze bardziej osłabić pozycję Rady Bezpieczeństwa, która miała być „mechanizmem mającym zapobiec (ewentualnej) III wojnie światowej”.
– Do kompletnego demontażu tej instytucji doprowadziły głównie Stany Zjednoczone, ale też Wielka Brytania, kiedy bez zezwolenia wspólnie wypowiedziały wojnę Irakowi (w 2003 r. – PAP) – oceniła.
Źródło: visinfo24.pl za Polsat News
