Podczas niedzielnego wystąpienia w programie NBC „Meet the Press” Marco Rubio odniósł się do możliwych kroków USA względem Kuby. Senator zaznaczył, że kubański reżim stanowi „wielki problem”, a zapytany wprost, czy oznacza to, że Kuba może stać się kolejnym „celem” działań Stanów Zjednoczonych, potwierdził.
– Myślę, że są w dużych tarapatach (…) Nie będę pani mówił, jakie będą nasze kroki w przyszłości i jaka jest nasza polityka w tej chwili. Ale nie sądzę, by to było wielką tajemnicą, że nie jesteśmy wielkimi fanami kubańskiego reżimu – powiedział Rubio.
Sekretarz stanu, będący synem kubańskich uchodźców, dzień wcześniej wraz z prezydentem Donaldem Trumpem ostrzegał przed sojuszem Hawany z Wenezuelą. Dodał, że gdyby sam był na miejscu kubańskiego reżimu zaprzyjaźnionego z Maduro, „byłby co najmniej zaniepokojony”.
Trump z kolei stwierdził, że Kuba „nie radzi sobie najlepiej”, a jej mieszkańcy cierpią od wielu lat.
– Myślę, że Kuba będzie tematem, o którym będziemy rozmawiać, bo Kuba jest obecnie krajem upadającym, bardzo upadającym, a my chcemy pomóc tym ludziom… – mówił prezydent, dodając, że Stany Zjednoczone pragną wspierać zarówno Kubańczyków w kraju, jak i tych, którzy zmuszeni byli go opuścić.
Plan wobec Wenezueli
W rozmowie poruszono również temat przyszłości Wenezueli po sobotnich słowach Trumpa o zamiarze „rządzenia krajem do czasu bezpiecznej i rozsądnej transformacji”. Rubio stonował tę wypowiedź, podkreślając, że USA nie chcą bezpośrednio „rządzić”, lecz dążyć do wymuszenia zmian w polityce wenezuelskiego reżimu – dotyczących przemytnictwa narkotyków, migracji, sektora naftowego i relacji z wrogami Ameryki.
– To, czym zarządzamy, to kierunek, w którym to będzie szło w przyszłości. Mamy środki nacisku – wyjaśnił, wskazując na blokadę naftową kraju. Wprowadziliśmy kwarantannę dla ich ropy. Oznacza to, że ich gospodarka nie będzie mogła się rozwijać, dopóki nie zostaną spełnione warunki leżące w interesie narodowym Stanów Zjednoczonych i narodu wenezuelskiego (…) – dodał Rubio.
Według niego celem tych działań ma być Wenezuela, która nie wspiera Iranu ani Hezbollahu, nie stanowi „raju dla handlarzy narkotyków” i reformuje własny przemysł naftowy.
– Chcemy, żeby bogactwo z ropy trafiało do ludzi, a nie do garstki skorumpowanych jednostek – podkreślił.
Rubio zastrzegł, że jeśli warunki nie zostaną spełnione, USA „rezerwują sobie prawo do każdej opcji”. W rozmowie z CBS sugerował nawet, że możliwy jest ponowny atak, o czym wspominał Trump. Wyjaśnił też, że choć Maduro został usunięty, dotychczasowy reżim – tymczasowo kierowany przez Delcy Rodriguez – wciąż sprawuje władzę.
– Nie uważamy, że ten reżim ma legitymację zdobytą w wyborach (…) Rozumiemy jednak, że w Wenezueli są dziś ludzie, którzy mogą faktycznie dokonać zmian – mówił Rubio. Dodał, że aby przeprowadzić działania logistyczne, USA musiały współpracować z osobami kontrolującymi lotniska i uzbrojonymi formacjami na miejscu. – Ostatecznie legalny system rządów wyłoni się po okresie przejściowym i prawdziwych wyborach, których jeszcze nie było – dodał.
O przyszłości Wenezueli
Rubio nie zdradził szczegółów dotyczących planowanego okresu przejściowego. Senator Tom Cotton w rozmowie z CNN zasugerował, że Rubio współpracuje zarówno z przedstawicielami reżimu, jak i opozycji nad powołaniem rządu tymczasowego.
Jednak w rozmowie z CBS Rubio tonował oczekiwania wobec szybkiej demokratyzacji. Choć przyznał, że podziwia liderkę opozycji Marię Corinę Machado i Edmunda Gonzaleza, uznawanego przez USA za prawowitego zwycięzcę wyborów, podkreślił, że Stany Zjednoczone „realizują misję” i „trzeba zachować trochę realizmu”.
– Oni mieli ten reżim, mieli ten system „chavizmu” przez 15-16 lat i teraz wszyscy pytają: dlaczego 24 godziny po aresztowaniu Maduro nie ma wyborów rozpisanych na jutro? (…) Te rzeczy wymagają czasu – tłumaczył. – Chcemy, aby Wenezuela stała się miejscem zupełnie innym niż obecnie… Oczekujemy jednak, że sytuacja będzie zmierzać w tym kierunku – zaznaczył.
Pytany o ostre słowa Delcy Rodriguez, która deklarowała niezależność względem USA, Rubio stwierdził, że „Waszyngton będzie patrzył na jej działania, a nie słowa”.
– Koniec końców, retoryka to jedna sprawa (…) Liczy się, co robisz, a nie co mówisz – ocenił w rozmowie z ABC.
Na koniec podkreślił, że interwencja USA była zgodna z prawem, ponieważ nie była to „inwazja” ani okupacja, lecz wykonanie nakazu aresztowania Maduro. Dodał, że nie było potrzeby uzyskania zgody Kongresu ze względu na operacyjny charakter działań i ryzyko wycieku informacji przed akcją.
Źródło: visinfo24.pl za Polsat News
