Grenlandia stała się jednym z najgorętszych punktów na geopolitycznej mapie świata – administracja Donalda Trumpa nie ukrywa, że „pozyskanie Grenlandii jest priorytetem bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych”, a w debacie otwarcie pojawia się zarówno scenariusz „kupna”, jak i groźba militarnego przejęcia wyspy. Dania, NATO i europejscy przywódcy odpowiadają jednoznacznie: suwerenność terytorium pozostaje nienaruszalna, a wojsko ma obowiązek natychmiastowej reakcji na każdy atak.
Trump i „obsesja” na punkcie Grenlandii
Rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt stwierdziła, że „pozyskanie Grenlandii jest priorytetem bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych. Jest także fundamentalne dla odstraszania naszych przeciwników w regionie Arktyki”. Jak podkreśliła, „wykorzystanie do tego amerykańskiego wojska zawsze pozostaje opcją, którą naczelny dowódca ma do dyspozycji”, co stało się pierwszym tak otwartym przyznaniem, że Waszyngton rozważa militarną operację wobec terytorium należącego do Danii.
Na zamkniętym briefingu sekretarz stanu Marco Rubio próbował złagodzić przekaz, tłumacząc, że „Ameryka myśli raczej o kupnie wyspy od Danii niż o jej zbrojnej aneksji”. Jednocześnie sam Trump, po operacji specjalnej w Wenezueli, gdzie wojska USA uprowadziły Nicolása Maduro, pokazał, że jego „buńczuczne i chaotyczne wypowiedzi są tylko o krok od wejścia w życie”.
Słowa Trumpa: bezpieczeństwo i „psi zaprzęg”
Na pokładzie Air Force One prezydent mówił bez ogródek: „Potrzebujemy Grenlandii ze względu na bezpieczeństwo narodowe. To niezwykle strategiczna kwestia. W tej chwili Grenlandia jest osaczona przez rosyjskie i chińskie okręty”. W typowy dla siebie sposób kpił też z sojusznika: „Wiecie, co Dania zrobiła ostatnio dla bezpieczeństwa? Dorzucili jeden psi zaprzęg”.
W rozmowie z magazynem „The Atlantic” powtórzył: „Potrzebujemy Grenlandii, zdecydowanie. Potrzebujemy jej do obrony”. Dziennikarze i eksperci opisują jego „niemal obsesyjną pogoń za Grenlandią”, przypominając, że pierwsze próby jej odkupienia od Danii podejmował już w 2019 roku, a kolejne oferty składał tuż po inauguracji drugiej kadencji.
Duńska odpowiedź: rozkaz jest jasny
Na tle coraz odważniejszych głosów z USA duński rząd postawił sprawę jasno. Kopenhaga potwierdziła, że w przypadku inwazji na Grenlandię lub inne terytorium zależne duńscy żołnierze mają obowiązek natychmiastowej reakcji zbrojnej, nawet bez formalnego rozkazu, zgodnie z zasadami użycia siły obowiązującymi od 1952 roku.
Jak przekazało Ministerstwo Obrony Danii, „w przypadku ataku zaatakowane siły muszą natychmiast podjąć walkę, nawet jeśli ich dowódcy nie zostali poinformowani, że kraj znalazł się w stanie wojny”. Premier Mette Frederiksen doprecyzowała wprost, że „Stany Zjednoczone nie mają prawa anektować Grenlandii”, reagując na słowa Trumpa o tym, że USA „potrzebują” wyspy otoczonej rosyjskimi i chińskimi flotami.
Były premier Francji Dominique de Villepin w wywiadzie dla Bloomberg TV ostrzegł: „Jeśli Stany Zjednoczone rzeczywiście zdecydują się na inwazję, staną się wrogiem europejskich państw członkowskich NATO”, dodając, że atak jednego sojusznika na drugiego byłby „bezprecedensowy”.
NATO i spór o wojska USA
Sekretarz generalny NATO Mark Rutte w rozmowie z CNN stwierdził, że Grenlandia jest otwarta na rozmowy o rozmieszczeniu dodatkowych wojsk amerykańskich. Jak zaznaczył, „dyskusje są naprawdę otwarte, jeśli chodzi o rozmieszczenie dodatkowych wojsk amerykańskich”, a zwiększona obecność USA nie stanowiłaby problemu i przyczyniłaby się do poprawy „bezpieczeństwa w Arktyce”, w ramach istniejących porozumień.
Rutte odwołał się do traktatu o obronie wyspy z początku lat 50., na mocy którego Stany Zjednoczone zobowiązały się do obrony Grenlandii przed ewentualną agresją. Równolegle w USA pojawiają się coraz śmielsze pomysły przejęcia kontroli nad wyspą – żona doradcy Trumpa Stephena Millera, Katie Miller, opublikowała grafikę, na której Grenlandia została pokolorowana w barwy flagi amerykańskiej.
Geostrategia: „ziemia obiecana” Arktyki
Historia amerykańskiego zainteresowania Grenlandią sięga drugiej wojny światowej, gdy po zajęciu Danii przez III Rzeszę Amerykanie przejęli wyspę i ulokowali na niej bazy wojskowe oraz stacje radarowe. Grenlandia służyła jako idealny punkt do „podglądania działań Rosji w Arktyce” i kontrolowania północnego Atlantyku, stając się jedną z pierwszych linii obrony przed ewentualnym atakiem rakietowym ZSRR w czasach zimnej wojny.
Dziś znaczenie wyspy jest jeszcze większe: chodzi o kontrolę nowych morskich szlaków handlowych w Arktyce, rozbudowę bazy surowcowej oraz bezpośrednią rywalizację z Rosją i Chinami o dominację na północnym Atlantyku. Topniejąca pokrywa lodowa otwiera drogę do „rozmarzających” szlaków między Azją, Europą i Ameryką Północną, nad którymi Pekin i Moskwa pracują w ramach koncepcji Polarnego Jedwabnego Szlaku.
Surowce i wojna o „ziemie rzadkie”
Pod lodem Grenlandia kryje „gigantyczne bogactwo surowców mineralnych i energetycznych” – od ropy i gazu po uran, złoto, diamenty, cynk, miedź, nikiel czy grafit. Z punktu widzenia Waszyngtonu kluczowe są jednak „minerały ziem rzadkich”, które stanowią fundament nowoczesnych technologii, a których największym posiadaczem są dziś Chiny.
„Zdobycie kontroli nad Grenlandią pozwoliłoby Amerykanom pozyskać drugie w krótkim czasie alternatywne źródło zasobów kluczowych w kontekście wszelkiego rodzaju nowych technologii” – wskazują analitycy, przypominając niedawną umowę USA z Ukrainą w tej samej dziedzinie. W tej logice sukces gospodarczy w Arktyce umożliwiłby Stanom Zjednoczonym znacznie skuteczniejsze wywieranie presji na Chiny, podczas gdy porażka „mocno przechyliłaby szalę na stronę Pekinu i Kremla”.
Gra o Grenlandię: między sojuszem a konfrontacją
Grenlandia, autonomiczne terytorium Danii zamieszkane przez ok. 57 tys. osób, z marginesu światowej polityki trafiła w sam środek sporu, który dotyka fundamentów NATO. Z jednej strony Trump deklaruje, że USA „potrzebują” wyspy dla własnego bezpieczeństwa, z drugiej – europejscy liderzy przypominają, że „żaden członek NATO nie może grozić innemu” i że naruszenie suwerenności terytorium europejskiego byłoby przekroczeniem czerwonej linii.
Na razie gra toczy się w sferze deklaracji, presji dyplomatycznej i demonstracji wojskowej obecności. Im mocniej jednak rośnie stawka – strategiczna, surowcowa i handlowa – tym wyraźniej Grenlandia staje się dla Zachodu sprawdzianem spójności i realnego znaczenia sojuszniczych zobowiązań.
Źródło: visinfo24.pl za Polsat News | wydarzenia.interia.pl | Business Insider |
